wtorek, 18 sierpnia 2009

Pies i klecha. Przeciwko wszystkim

Nie wiem co mnie pokusiło żeby zabrać się za czytanie tej książki. Już sam fakt że napisało ją pospołu dwóch autorów powinien wzmóc moją czujność. Niestety tak się nie stało, czy to skuszony realiami w których toczyła się akcja powieści - Polska przełomu lat 80 i 90, Polska przemian, czy to skuszony nazwiskami autorów: znanego mi Łukasza Orbitowskiego i intrygującego Jarosława Urbaniuka, grunt że zagłębiłem się w lekturę książki.

Pies i klecha. Przeciwko wszystkim opowiada o przygodach niespotykanej pary: księdza Gila i milicjanta (tak, to te czasy) Enkiego. Panowie są nakreśleni całkiem sprawnie, powieść gęsto usiana jest ich różnicami światopoglądowymi, każdy z nich ma swoje mocne strony i swoje obsesje. Także za postacie autorom należy się plus.

Gorzej jest z fabułą. Opowieść o Polsce rządzonej przez sataniczne siły to nie fantastyka, to jakaś totalna naiwna pomyłka. Rozumiem że dobra książka powinna przestawiać światopogląd i dawać do myślenia. Ale sposób przedstawienia spisków bractw satanistycznych w tej powieści jest tak miałki że nijak do siebie nie przekonuje.

A skoro o sposobie przedstawienia mowa - biorąc pod uwagę tematykę książki mam wrażenie że Panowie autorzy naczytali się za dużo Przybyszewskiego (akurat o tym autorze mam pozytywne zdanie - za znakomite 'Nad morzem', 'De Profundis' czy 'Dzieci szatana'). Ich powieść bowiem zawiera tak rozchwiane opisy jakby była pisana na morfinowym widzie. Opisy owe błądzą po mało istotnych szczegółach, potykają się o próby zobrazowania świata i całkowicie wykładają przy przekazywaniu akcji. Nie raz, nie dwa zdarzało mi się czytać stronę wielokrotnie żeby zrozumieć co właściwie zaszło. A w życiu przeczytałem całkiem sporo książek i nie pamiętam żebym z którąś miał podobne problemy...

Powieść słabo napisana: 1/5

niedziela, 2 sierpnia 2009

Watchmen

Strażnicy, podobnie jak ich komiksowy pierwowzór, nie są filmem dla dzieci. Świadczy o tym choćby najważniejszy z wielu motywów tworzących bogatą symbolikę filmu - 'smiley', czyli uśmiechnięta żółta buźka (poniekąd pierwowzór emotikonek), umazany krwią. W filmie podobnie jak w komiksie przemocy jest wiele i jest ona dosadnie pokazana.


Świat Strażników to świat superbohaterów stających w obronie prawa i sprawiedliwości. Świat wypaczony przez ich super moce i przez ludzkie słabości. Prawo i sprawiedliwość w tym świecie niesione są miotaczami ognia i pistoletami, a strażnicy porządku są tym skuteczniejsi im mniej mają litości. W tym nad wyraz realnym z komiksowych światów, superbohaterowie zmieniali rzeczywistość którą znamy - to oni zamordowali Kennedy'ego, to dzięki nim Ameryka wygrała wojnę w Wietnamie. I świat wcale przez to nie stał się lepszy - w trakcie kolejnej kadencji rządów Nixona, narastająca paranoja zimnej wojny doprowadza świat nad krawędź nuklearnej zagłady.

Fabuła filmu jest jego dobrą stroną. Znakomicie wypada też muzyka - chwytliwe utwory z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych znakomicie wplecione w akcję filmu. Mimo tych dwóch cech Strażnikom, moim zdaniem, daleko do ideału. Film jest przeraźliwie długi - trwa całe dwie i pół godziny, akcja mimo częstego 'prania po mordach' rozwija się stosunkowo wolno, a starania reżysera by jak najlepiej ukazać profil psychologiczny superbohaterów wprowadzają niepotrzebne wtręty i powtórzenia. Mała zasnęła po godzinie oglądania, ja przetrzymałem cały, ale z trudem. Sama komiksowa konwencja będąca z jednej strony wielką zaletą kinowych Strażników, po dłuższym oglądaniu razi - po co Ci ludzie latają w tych lateksowych ciuchach? Czy ta guma nie powinna się stopić jak ona ratowała ich z pożaru? Sceny machających, niemal na ślepo, rękami w trakcie walki superbohaterów stają się odrealnione i... głupkowate, szczególnie w kontraście z całkowitym brakiem umowności w pokazywaniu przemocy. Siła filmu staje się jego słabością.

Wiem że ten film może zachwycić. Może - mnie on niestety nie zachwycił - 3.5/5

sobota, 1 sierpnia 2009

Różowa Pantera 2

Druga część uwspółcześnionej Różowej Pantery miała być filmem lekkim, głupim i przede wszystkim śmiesznym. I dokładnie takim jest. Nie gwarantuje on dobrej gdy aktorskiej (mimo całkiem niezłej obsady - Andy Garcia, John Cleese czy Jean Reno), nie zapewnia ciekawej fabuły. Różowa Pantera 2 ma gwarantować rozrywkę.

I moim zdaniem wywiązuje się z zadania w zupełności. Mimo kiepskich momentów jak przydługa wejściówka czy tragiczne sceny z Johnem Cleese. Mimo tego że fabuła jest miałka. Mimo tego że reżyseria nie zachwyca. Ten film po prostu bawi. Bawi zachowaniem inspektora Clouseau, bawi pseudofrancuskim jego akcentem. Nie oczekiwałem po tym filmie niczego oprócz dobrej zabawy i to mi on dostarczył.

Nie najgorsza komedia bez pretensji do ambitnego kina - po prostu dobra zabawa.

I jak na takiego średniaczka przystało dobre 3/5