niedziela, 2 sierpnia 2009

Watchmen

Strażnicy, podobnie jak ich komiksowy pierwowzór, nie są filmem dla dzieci. Świadczy o tym choćby najważniejszy z wielu motywów tworzących bogatą symbolikę filmu - 'smiley', czyli uśmiechnięta żółta buźka (poniekąd pierwowzór emotikonek), umazany krwią. W filmie podobnie jak w komiksie przemocy jest wiele i jest ona dosadnie pokazana.


Świat Strażników to świat superbohaterów stających w obronie prawa i sprawiedliwości. Świat wypaczony przez ich super moce i przez ludzkie słabości. Prawo i sprawiedliwość w tym świecie niesione są miotaczami ognia i pistoletami, a strażnicy porządku są tym skuteczniejsi im mniej mają litości. W tym nad wyraz realnym z komiksowych światów, superbohaterowie zmieniali rzeczywistość którą znamy - to oni zamordowali Kennedy'ego, to dzięki nim Ameryka wygrała wojnę w Wietnamie. I świat wcale przez to nie stał się lepszy - w trakcie kolejnej kadencji rządów Nixona, narastająca paranoja zimnej wojny doprowadza świat nad krawędź nuklearnej zagłady.

Fabuła filmu jest jego dobrą stroną. Znakomicie wypada też muzyka - chwytliwe utwory z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych znakomicie wplecione w akcję filmu. Mimo tych dwóch cech Strażnikom, moim zdaniem, daleko do ideału. Film jest przeraźliwie długi - trwa całe dwie i pół godziny, akcja mimo częstego 'prania po mordach' rozwija się stosunkowo wolno, a starania reżysera by jak najlepiej ukazać profil psychologiczny superbohaterów wprowadzają niepotrzebne wtręty i powtórzenia. Mała zasnęła po godzinie oglądania, ja przetrzymałem cały, ale z trudem. Sama komiksowa konwencja będąca z jednej strony wielką zaletą kinowych Strażników, po dłuższym oglądaniu razi - po co Ci ludzie latają w tych lateksowych ciuchach? Czy ta guma nie powinna się stopić jak ona ratowała ich z pożaru? Sceny machających, niemal na ślepo, rękami w trakcie walki superbohaterów stają się odrealnione i... głupkowate, szczególnie w kontraście z całkowitym brakiem umowności w pokazywaniu przemocy. Siła filmu staje się jego słabością.

Wiem że ten film może zachwycić. Może - mnie on niestety nie zachwycił - 3.5/5

1 komentarz:

  1. Mhm... W zasadzie rozumiem i nawet zgadzam się poniekąd z Twoimi zarzutami względem filmu. Zwłaszcza z tym, że "dłużyzny" miały być nagrodzone głębokim psychologizowaniem postaci, którego przecież, aż na tak wyjątkową skalę nie ma i czasami portrety poszczególnych bohaterów, jednak rozbijają się o stereotyp.

    Z drugiej strony jednak, mi ten film BARDZO przypadł do gustu. I nie rpzeszkadzała mi ani ta umowność i kiczowatość, o której piszesz ani w ostatecznym rozrachunku te dłużyzny.
    Mimo to dobra recenzja, spójna i jasna :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń