Doktor Martin Harris (Liam Neeson) przybywa wraz z żoną do Berlina by wziąć udział w konferencji biotechnologiczniej. Przed hotelem okazuje się że zaginęła część jego bagażu, zostawiwszy żonę w hotelu udaje się taksówką na lotnisko by go odzyskać. Nie dociera jednakże na miejsce - po drodze taksówka ulega wypadkowi a doktor zapada w śpiączkę na kilka dni. Gdy się budzi, wokół niego zaczynają dziać się dziwne rzeczy - żona go nie poznaje, jego miejsce zajmuje mężczyzna podający się Martina Harrisa, a on sam zdaje się być śledzony przez tajemniczych osobników w czarnym wozie.
Fabuła 'Tożsamości' jest naprawdę mocną stroną filmu. Nic nie jest tym czym się wydaje, zwroty akcji są częste, i nawet pod sam koniec, gdy wydaje się że wszystko już jest jasne... nie zabrakło miejsca na jeszcze jeden zwrot akcji.
Co do reszty rzeczy składających się na dobry film:
- Gra aktorów - lubię Liam'a Neeson'a ale w tym filmie jego gra mnie nie powaliła na kolana - nie oznacza to że była zła, najlepsze określenie to 'dobra' (a nie wybitna).
- Zdjęcia - Berlin zimą wygląda ciekawie ale też próżno tu szukać rewelacji. Ot - po prostu dobre zdjęcia.
- Muzyka -również nic wybitnego, złego również - po prostu dobre tło muzyczne dla filmu.
To że nie wychwalam reszty składników filmu nie oznacza że nie warto go zobaczyć - nie jest to film rewolucyjny, nie jest olśniewający - to jest po prostu kawał dobrego filmowego rzemiosła.
Ocena 4/5.




