Zobieland to kolejna, po niechlubnym Piątku 13-tego, wyprawa na tereny wcześniej przeze mnie nie eksplorowane. Bo możecie w to wierzyć lub nie ale nigdy nie oglądałem kina 'zombie'. Nic, ani Nocy żywych trupów, ani Resident Evil, ani nawet 28 dni później. Nauczony wszakże przykładem Piątku postanowiłem nie zabierać się od razu za 'klasykę' gatunku ale zacząć od czegoś lżejszego - to komedii w zadanym temacie.Bo Zobieland jest zombie-komedią. W świecie gdzie wszyscy zamienili się w bezmózgich kanibali (za sprawą wirusa z 'skażonego kotleta'), można przeżyć jedynie mając Zasady. Przez duże Z. Zasady ma główny bohater, Columbus, który w wyniku różnych zbiegów okoliczności spotyka innego ocalałego - Tallahassee który zasadę posiada jedną. Wyciąć tak wiele 'żywych trupów' jak to tylko możliwe.
Jak wyszła całość? W sumie średnio. Wybitnie śmieszny to ten film nie jest (w zapowiedzi pojawia się najlepsza scena - Zombie Kill of The Week). Straszny też nie - w sumie nie wygląda na to żeby choćby przez miał zamiar być straszny.
Przeciętniaczek 3/5.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz