niedziela, 3 maja 2009

30 dni mroku

30 dni mroku, a właściwie 30 dni nocy bo tak brzmi dosłowne tłumaczenie filmu, jest reklamowany jako najlepszy horror ostatnich lat. Co za bujda! Jeśli ten film może startować do jakiegoś rankingu to chyba na najgorszy film roku (pytanie tylko którego, w USA film wszedł do kin pod koniec 2007 roku!). Kolejny po 'Co jest grane?' przykład tego że nie można ufać reklamom.

Co jest z tym filmem nie tak? Od czego by tu zacząć... A, mam! Może od tego że nie zdarzyło mi się od dawna oglądać mniej strasznego horroru. Większe dreszcze emocji przechodziły mnie na 'Zapowiedzi'. Co by tu jeszcze dodać... Gra aktorów? Żadna. Niby stroją wystraszone miny ale nie przekonują one ani trochę. Fabuła? Dawno nie widziałem banalniejszej (uwaga będzie spoiler), można ją streścić w jednym zdaniu - banda wampirów wycina w pień miejscowość na Alasce gdzie przez 30 dni panuje noc.

Gdzieś wyczytałem że jest to pierwszy od dawna film z 'prawdziwymi' wampirami. Nie wiem jak można pisać 'prawdziwości' czegoś tak fikcyjnego jak wampir. I jeśli wampir porozumiewający się językiem w stylu 'czaka-czaka-grrr-grr' (tłumaczonym oczywiście na angielski), latający z mordą umazaną krwią i o inteligencji muchy jest 'prawdziwy'. To ja stanowczo wybieram 'romantyczne' podejście z 'Wywiadu z wampirem'.

W mojej skali 0/5. I to tylko dlatego że skala nie przewiduje punktów ujemnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz