czwartek, 2 kwietnia 2009

Lektor

Długo długo wyczekiwany, upragniony film z bardzo lubianymi aktorami... JEST... w końcu premiera, czas też się znalazł, bilet zakupiony, ulubiona kawa w ręku, sala kinowa, cisza, ciemno, zaczyna się...
Tak wyglądało moje oczekiwanie na ten film. Prawda jest taka, że im bardziej spodziewam się dobrego kina tym bardziej jestem zawiedziona tym co zobaczyłam. W przypadku "Lektora" było podobnie.
Spodziewałam się, że zobaczę film z niepowtarzalną atmosferą, wspaniałymi kreacjami aktorskimi (Kate Winslet, Ralph Fiennes); wyobrażałam sobie, że z ekranu będzie "wylewała się" elektryzująca atmosfera namiętnego romansu, że film przeniesie mnie w czasie do przedstawianych wydarzeń tymczasem siedziałam w ciemnej sali kinowej, kawa szybko się skończyła i zastanawiałam się za co ja tak bardzo lubiłam wcześniej tych aktorów?

Po pierwsze: zupełnie nie przemówił do mnie sposób w jaki reżyser (Stephen Daldry) manewrował między teraźniejszością, a przeszłością. Pierwsza scena- adwokat Michael wygląda przez okno swojego mieszkania na przejeżdżający tramwaj i przenosi się wspomnieniami do wydarzeń z młodości.
Po drugie: namiętny romans miał być namiętny ale się nie udało przekonać do tego widza, za to Kate Winslet pokazała pupę, udo i pierś.
Po trzecie: Michael- student prawa uczestniczący w rozprawie sądowej, Hanna Schmitz na ławie oskarżonych, wątek odpowiedzialności niemieckich obywateli za zbrodnie nazizmu- nie przekonały mnie.

Z pewnością film wart jest obejrzenia, w końcu był w 5 kategoriach nominowany do Oscara, a Kate Winslet została uhonorowana jednym z nich za rolę Hanny Schmitz, mimo tego ja się zawiodłam może dlatego, że moje oczekiwania były wygórowane- nie wiem- oceńcie sami.


Moja ocena 3/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz