Fabuła obraca się wogół przekretów na rynku nieruchomości, rynku którego niekwestionowanym królem jest Lenny Cole (Tom Wilkinson) i jego prawa ręka Archie (Mark Strong). W Londynie pojawia się nowy gracz - rosyjski miliarder Uri , gotów wydać naprawdę duże pieniądze na swój deweloperski biznes. Wydawałoby się prostą transakcję (miliony przechodzą grzecznie z rączki do rączki) komplikuje włączenie do gry się księgowej Uriego, Stelli (Thandie Newton), która dla samego dreszczyku emocji postanawia położyć swoją śliczną rączkę na kasie. W głowny wątek wplatają się wątki poboczne - o obrazie przynoszącym szczęście w interesach i poszukiwaniach syna marnotrawnego.Wydawałoby się że film jakich wiele. Ale ja go pokochałem (tak jak uwielbiam resztę twórczości Ritchiego). Z filmu aż wylewa się gangsterskość. Jest tak przejasrawiony że aż do granic komiczny. Nie często zdaża mi się pokładać ze śmiechu oglądając film. Tym razem tak się zdarzyło. I to nie raz.
Bo są w tym filmie wątki i sceny genialne w swym humorze. Ot choćby wątek gangstera homoseksualisty (blah jakie to płytkie... i jakie komiczne), czy taniec rosyjskich speców od brudnej roboty. Sceny które zapadają w pamięci i dla ktorych chce się ten film zobaczyć jeszcze raz.
Ach i zapomniał bym o najważniejszym - ten brytyjski angielski - miodzio!
W skali sachera 5/5.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz