czwartek, 30 lipca 2009

Potwór z Florencji

Potwór z Florencji Douglasa Prestona jest szokującą książką. Szokującą z dwóch powodów.

Pierwszym jest tematyka publikacji - jest ona zapisem śledztwa dziennikarskiego prowadzonego w sprawie wyjątkowo brutalnego seryjnego mordercy - tytułowego Potwora z Florencji. Potwór, morderca działający w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku w okolicach Florencji zamordował czternaście osób, przy czym sześć z nich - kobiety - okaleczył pośmiertnie z szczególnym okrucieństwem. O nim właśnie, autentycznym wzorcu literackiego Hannibala jest pierwsza część książki.

Druga część, równie szokująca, opowiada o kulisach toczącego się do dziś śledztwa w sprawie morderstw - choć podczas dochodzeń jako morderca osądzony został Pietro Pacciani to wiele opisanych w książce dowodów (w tym przytoczony fragment analizy profilu zabójcy utworzonego przez specjalizującą się w seryjnych mordercach FBI) wskazuje że w rzeczywistości to nie on popełnił te zbrodnie. W drugiej części autor koncentruje się na niekompetencji włoskiej policji, wykorzystywaniu przez prokuratorów naciąganych, czasem wręcz sfabrykowanych dowodów do aresztowania niewinnych ludzi - tylko dlatego że pasują do prokuratorskiej idee fixe oskarżających. Pisze również o tym jak na morderstwach można zrobić karierę i jak bardzo odpowiedzialne osoby potrafią ulec szaleństwu pogoni z wyimaginowanym zabójcą. Przedstawia sytuacje które nie powinny nigdy się zdarzyć w państwie prawa.

Nadwyraz ciekawa lektura - pokazuje że wbrew powszechnemu w naszym kraju przekonaniu, w zachodniej Europie pod pewnymi względami wcale może nie być lepiej niż u nas. Warto przeczytać.

5/5

środa, 29 lipca 2009

Zupełnie jak miłość

Nie rozumiem szumu wokół Ashton'a Kutchera, jakiś czas temu wyczytałem że jest to jeden z najlepiej rozpoznawalnych aktorów 'młodego pokolenia' (cokolwiek by to miało znaczyć). Ostatnio odkryłem że jest jednym z najbardziej popularnych użytkowników tweetera. I nadal nie rozumiem czemu jest tak popularny.. Bo na pewno nie za grę aktorską. Jedyne co można dobrego powiedzieć o jego grze to to że całe szczęście gra tylko w filmach 'drugiego sortu' - żaden wielkich hollywoodzkich reżyserów nie jest tak ślepy żeby go obsadzić w swoim filmie.

Zupełnie jak miłość musiało nieźle wyglądać na papierze - historia dwojga samotnych ludzi którzy kroczą przez życie i nie mogą się odnaleźć, czy coś w tym stylu. Temat może dość oblatany ale zdarzały się już gorsze. Ten potencjalnie dobry film zdewastowała para głównych aktorów - czyli mój ulubieniec Ashton i pani Amanda Peet. Dawno nie widziałem tak miałkiej, tak słabej, tak mało wyrazistej gry aktorskiej. Choć reżyseria też do najlepszych nie należała - no ileż można robić 'odejść i powrotów' - reżyser powinien był powiedzieć scenarzyście że to co na papierze wygląda ciekawie na ekranie będzie przeraźliwie nudne, to tak naprawdę film zepsuł duet głównych bohaterów. Komedii romantycznej z mniejszą ilością zagranych uczuć w życiu nie widziałem.

Film tragiczny, całe szczęście już dawno po premierze kinowej. Jeśli zobaczycie go w telewizji natychmiast przełączcie kanał. Tak, on będzie taki nudny do samego końca.

0/5

piątek, 24 lipca 2009

Lalka Kafki

Lalka Kafki Gerda Schneidera przywołuje legendę Franza Kafki. Wielkiego, niedocenianego za życia pisarza którego twórczość jest mrocznym odbiciem otaczającego go świata. Fabuła opiera się na niepotwierdzonej historii jakoby Kafka spotkawszy na spacerze dziewczynkę zasmuconą utratą lalki, postanawia pisać do niej listy w imieniu zguby.

Akcja książki rozwija się nieśpiesznie, bajkowy świat opowieści o przygodach lalki przeplata się z ponurą rzeczywistością Berlina lat dwudziestych. Fabuła może nie porywa ale utrzymuje zainteresowanie czytelnika do końca. Końca magicznego, w którym świat bajkowy splata się z rzeczywistym.

Lalka Kafki to dobra książka. Nie wciąga, ale również nie odrzuca, oplata za to opowieścią delikatną jak jedwab.

4/5

środa, 22 lipca 2009

Ostatni dom po lewej

Ostatni dom po lewej jest remakiem filmu z 1972 roku o tym samym tytule. Dzieło z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku można spokojnie nazwać jednym z filmów przełomowych. Niestety pierwowzory nie było mi dane oglądać, ale jeśli jego nowa wersja szokuje w dzisiejszych czasach, to prawie czterdzieści lat temu oryginał musiał robić niesamowite wrażenie.

Fabułę filmu można streścić w kilku słowach (podobne streszczenia znajdziecie chyba w każdej recenzji także jeśli film ma Was zaskoczyć to dobrze iść na niego w ciemno). Grupa bardzo aspołecznych typków uciekających stróżom prawa, napotyka na swej drodze dwie niewinne dziewczyny. Jedną z nich mordują, drugą gwałcą i ranią. Pech chce że muszą przerwać ucieczkę i schronić się w domu który... jak się okazuje należy do rodziców drugiej z dziewczyn. Gdy rodzice, dobrzy, praworządni obywatele, dowiadują się co spotkało ich córkę postanawiają urządzić gościom piekło na ziemi.

Tematyka filmu jest znakomita - skłonność do brutalności kryje się w każdym z nas, pytanie tylko czego trzeba by ją obudzić (jestem pewien że znakomita większość rodziców w takiej sytuacji zachowałaby się podobnie). Gorzej niestety prezentuje się wykonanie - w filmie przesadzono z przemocą, sceny morderstw i gwałtu są pokazane szczegółowo, dosłownie. Co sprawia że widz szybko nabiera dystansu. Fabuła z kolei przez swoją prostotę jest do bólu przewidywalna.

I to wszystko sprawia że film który mógłby być znakomity jest tylko średniaczkiem.

2.5/5

poniedziałek, 20 lipca 2009

Harper's Island

Dziwi mnie popularność tego serialu. Oceny na filmwebie czy hatak.pl sugerują jakoby był to jeden z lepszych seriali w tym roku. Więcej, osobiście znam kilka osób które są Harper's Island zachwycone. Co najciekawsze serial zdaje się być popularny jedynie w Polsce, widzowie amerykańscy go nie polubili - po trzech odcinkach o umiarkowanej popularności, oglądalność spadła do ok. 3mln widzów. Dużo? Niekoniecznie, lepszą oglądalność mają powtórki takich seriali jak Kości czy którejś z kolei serii CSI: Miami. O odbiorze serialu najlepiej świadczy fakt że twórcy już po czterech odcinkach wycofali się z pomysłu kręcenia drugiej serii.

Fabuła może wydawać się ciekawa - na niewielką, zalesioną wyspę, przybywa na wesele kilkadziesiąt osób. Które zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach. Jak się okazuje wyspa skrywa mroczną tajemnicę...

A jak to wychodzi w praktyce? Przez pierwsze pół serialu co odcinek znika kilka osób... czego nikt nie zauważa. Drugą połowę, gdy wyczyny mordercy wychodzą na jaw można sprowadzić do krótkiego opisu: "nie rozdzielajmy się bo zginiemy... ok, to ty idziesz w lewo, ty w prawo a ja środkiem... O mój boże znowu ktoś zginął...". Nie mam pojęcia kto wymyślił aż tak głupi i nienaturalny scenariusz. Wyobraźcie sobie sobie najgłupszy amerykański film o mordercy i przemnóżcie czas jego trwania przez 6 - otrzymacie fascynujące Harper's Island.

Ocena końcowa nie będzie aż tak straszna jak można się spodziewać po powyższym tekście. Tylko z jednego powodu, może byłem zniesmaczony i znudzony tym serialem, ale... obejrzałem go do końca.

2/5

sobota, 18 lipca 2009

Epoka Lodowcowa 3

Kolejna część znakomitego cyklu filmów animowanych. Kolejny film o mamucie Mannym, leniwcu sidzie i nieśmiertelnej wiewiórce Scraty. Kolejna porcja kreskówkowego humoru, gagów i zabawy. Kolejna, kolejna, kolejna... Tyle że już nie śmieszna.

Tym razem w epoce lodowcowej lodu nie ma zbyt wiele, za to jest dużo tropikalnej dżungli, lawy i... słodyczy. Film jest słodki wręcz do bólu, nawet Scraty poznaje 'prawdziwą miłość'. A wątek z rodzeniem mamuciątka jest wręcz karmelowy. Wszystko to przynajmniej u mnie wywołuje sporą niestrawność. Ale nie ona jest najgorsza, tragiczne jest odświeżenie serii poprzez wprowadzenie do niej pełnych fekalnego humoru oposów oraz psychodelicznej łasicy - Bucka. Nowe postacie nie są ani śmieszne ani ciekawe.

Podobnie zresztą jak całość filmu. Ja śmiałem się na nim rzadziej niż na marnej drugiej części Transformersów, Małej udało się podczas filmu przysnąć. Cienizna.

0/5

środa, 15 lipca 2009

Egzorcyzmy Dorothy Mills

Ten film jest znakomitym przykładem. Przykładem jak działa reklama filmów w naszym pięknym kraju.

No to zaczynamy. Dostaliśmy właśnie film, z oceny IDMB wynika że mocno przeciętny. Co z tym fantem zrobić? Na początek trzeba wymyślić jakiś chwytny tytuł, żeby się dobrze kojarzyło. Pomyślmy... film jest ponoć o dziecku z problemami (tak wynika z opisu, bo tacy specjaliści od reklamy jak my na pewno tego badziewia oglądać nie będą), w obsadzie jest rola pastora... Hmm kiedyś było coś podobnego co się dobrze sprzedało. Tak - Egzorcyzmy Emily Rose. No to nazwijmy film Egzorcyzmy Dorothy Mills - nawet brzmi podobnie. I nie ważne że z egzorcyzmami nie ma on nic wspólnego.

Mamy już tytuł. Teraz czas na hasło reklamowe. Film jest o dziewczynce z problemami... Było coś podobnego, a tak - Szósty Zmysł, ale nie, to już za bardzo oklepane, reklamowaliśmy tak dziesiątki filmów. Może coś bliższego naszym czasom? No to przywalmy Sierociniec - że niby nasz film jest i ciekawy i ambitny.

Produkt pięknie opakowany. A co w środku? Film zrobiony bardzo oszczędnymi środkami, o miałkiej, banalnej fabule, z kiepską grą aktorów. Gówno opakowane w kolorowy papierek gównem pozostanie.

0/5

piątek, 10 lipca 2009

Transformers: Zemsta Upadłych

Najnowszy film Michaela Bay'a nie jest jednym z tych filmów na które chce się wybrać bo mogą być dobre. O nie, ten film jest skazany na bycie marnym. Dlaczego zatem się na niego wybrałem? Bo miałem nadzieję że będzie podobny do części pierwszej - mało ambitny ale spektakularny i.. śmieszny (tak śmieszny jak śmieszny dla inżyniera może być film w którym dźwięk bipbipbiiiip hakuje wszystkie komputery).

Na Zemście Upadłych się zawiodłem. Gra aktorów była zgodnie z oczekiwaniami marna, fabuła, również zgodnie z oczekiwaniami, mocno głupkowata. Ale nie na tym się zawiodłem najbardziej. Ten film nie był aż tak śmieszny jak jego poprzednik, owszem, zdarzały się sceny gdy cała sala wybuchała śmiechem, ale rozpływały się wśród licznych dłużyzn. Bardzo zawiodłem się również na 'spekatularności' filmu - owszem robotów był więcej niż pierwszej części, rzeczywiście możliwe że zgodnie z deklaracjami twórców przestrzeń dyskowa z animacjami komputerowymi mogła być dziesięciokrotnie większa (sięgając 140 TB), ale w walkach robotów trochę przesadzili z dynamizmem. Walki toczyły się tak szybko że dostrzec można było tylko migające kolorki (reguła: kolorowy robot - dobry robot, stalowo srebrny robot - zły robot), i nierzadko można je było tak podsumować: 'bum-bum robot wygrał, ciekawe jak.. no nieważne zaraz kolejne pranie'.

Nic w tym filmie nie spełniło moich oczekiwań.. A nie były one za wysokie - chciałem się tylko dobrze bawić.
0/5

wtorek, 7 lipca 2009

Najdłuższa podróż do domu

Recenzji tej książki nie da się zacząć inaczej jak słowami że jest to kolejna powieść autora Marley'a i ja. Trochę szkoda tak pisać bo Najdłuższa podróż do domu w najmniejszym stopniu nie zasłużyła na drugie miejsce, wielu autorom nie starcza bowiem talentu by napisać choćby w połowie tak dobrą powieść.

Najdłuższa podróż do domu John'a Grogana'a to powieść autobiograficzna. Ta pełna ciepła książka opowiada o trudach dorastania (a także dorosłego życia) w skrajnie katolickiej rodzinie. Gdyby rodzice Grogana mieszkali w na przedmieściach Warszawy a nie Detroid uznano by ich za mohery pierwszego sortu. Rodzinny dom autora wypełniały bowiem figurki świętych, w niedzielne popołudnia, po obowiązkowej mszy świętej, na obiadki wpadali księża. I wszystko to działo się w latach siedemdziesiątych, czasach gdy młody John był kuszony przez hasła wolności i narkotycznego odlotu dzieci kwiatów.

Najnowsza powieść John'a Grogana to napisana, jak zwykle, w znakomitym stylu, pełna humoru, opowieść o szukaniu własnej drogi przez życie. Książka o trudnych decyzjach, smutnych momentach i kochających rodzicach. I jako taka nie może dostać innej oceny.

5/5

poniedziałek, 6 lipca 2009

Inkheart

Plakat i opis Atramentowego Serca wzbudziły we mnie spore nadzieje. Bo, choć może to dość dziecinne, ale przepadam za przygodowymi filmami fantasy w stylu Opowieści z Narni czy Złotego Kompasu. Filmy te ujmują mnie przepięknymi scenografiami, akcją która do końca trzyma w napięciu.. i magią którą roztaczają wokół oglądającego je widza.

Atramentowe Serce również miało być takim filmem - Mo główny bohater jest Srebrnym Językiem (ang. Silver Tongue), Zaklinaczem Słów, potrafiącym sprowadzić do naszego świata postacie z książek. Niestety umiejętność ta nie zawsze daje się kontrolować, i podczas czytania mało znanej powieści Inkheart Mo powołuje do życia osobników których na pewno by nie chciał przywołać. Wraz z córką i przywołanymi przyjaciółmi starają się naprawić swój błąd.

Fabuła jak widać wygląda całkiem ciekawie. Niestety filmowi brakuje magii. I nie tylko, sposób prowadzenia akcji nie wciąga, efekty specjalnie nie zachwycają (momentami odnosi się wrażenie że film został nagrany 30 lat wcześniej - scena pogoni na dachu).

Całość to marne 1/5.

czwartek, 2 lipca 2009

Przebłysk geniuszu

Przebłysk geniuszu to mądry film. Przy czym zaznaczam tu słowo mądry - ten film nie wyróżnia się ani grą aktorów, ani pracą kamery, nie wyróżnia się również muzyką, scenografią czy efektami specjalnymi. Nie mogę o nim napisać że jest to dobry film bo pod wieloma względami jest bardzo przeciętny.

Film opowiada historię Roberta Kearnsa, wynalazcy który doświadczył tytułowego przebłysku geniuszu. Wynalazł rzecz zdawałoby się mało ważną - sposób na sterowanie czasem pracy wycieraczek samochodowych. Próbował swój pomysł sprzedać jednemu z największych w latach 60tych producentowi samochodów. Nie udało mu się. Ford bo to był ten producent pomysł po prostu ukradł. Kearns nie poddał się jednak i przez całe życie dochodził swych racji.

Nieprzeciętna w nim jest tematyka - walka zwykłego człowieka z bezduszną korporacją. Mądrością jest to że film ten każe się zastanowić nad wyborami głównego bohatera. Czy rzeczywiście warto było? Co jest ważniejsze: prawda czy szczęście? Etyka czy miłość? Przebłysk geniuszu nie odpowiada na te pytania. Ale zadaje je. I właśnie z nich pochodzi jego mądrość.

4/5