Fabuła może wydawać się ciekawa - na niewielką, zalesioną wyspę, przybywa na wesele kilkadziesiąt osób. Które zaczynają ginąć w tajemniczych okolicznościach. Jak się okazuje wyspa skrywa mroczną tajemnicę...A jak to wychodzi w praktyce? Przez pierwsze pół serialu co odcinek znika kilka osób... czego nikt nie zauważa. Drugą połowę, gdy wyczyny mordercy wychodzą na jaw można sprowadzić do krótkiego opisu: "nie rozdzielajmy się bo zginiemy... ok, to ty idziesz w lewo, ty w prawo a ja środkiem... O mój boże znowu ktoś zginął...". Nie mam pojęcia kto wymyślił aż tak głupi i nienaturalny scenariusz. Wyobraźcie sobie sobie najgłupszy amerykański film o mordercy i przemnóżcie czas jego trwania przez 6 - otrzymacie fascynujące Harper's Island.
Ocena końcowa nie będzie aż tak straszna jak można się spodziewać po powyższym tekście. Tylko z jednego powodu, może byłem zniesmaczony i znudzony tym serialem, ale... obejrzałem go do końca.
2/5
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz