piątek, 10 lipca 2009

Transformers: Zemsta Upadłych

Najnowszy film Michaela Bay'a nie jest jednym z tych filmów na które chce się wybrać bo mogą być dobre. O nie, ten film jest skazany na bycie marnym. Dlaczego zatem się na niego wybrałem? Bo miałem nadzieję że będzie podobny do części pierwszej - mało ambitny ale spektakularny i.. śmieszny (tak śmieszny jak śmieszny dla inżyniera może być film w którym dźwięk bipbipbiiiip hakuje wszystkie komputery).

Na Zemście Upadłych się zawiodłem. Gra aktorów była zgodnie z oczekiwaniami marna, fabuła, również zgodnie z oczekiwaniami, mocno głupkowata. Ale nie na tym się zawiodłem najbardziej. Ten film nie był aż tak śmieszny jak jego poprzednik, owszem, zdarzały się sceny gdy cała sala wybuchała śmiechem, ale rozpływały się wśród licznych dłużyzn. Bardzo zawiodłem się również na 'spekatularności' filmu - owszem robotów był więcej niż pierwszej części, rzeczywiście możliwe że zgodnie z deklaracjami twórców przestrzeń dyskowa z animacjami komputerowymi mogła być dziesięciokrotnie większa (sięgając 140 TB), ale w walkach robotów trochę przesadzili z dynamizmem. Walki toczyły się tak szybko że dostrzec można było tylko migające kolorki (reguła: kolorowy robot - dobry robot, stalowo srebrny robot - zły robot), i nierzadko można je było tak podsumować: 'bum-bum robot wygrał, ciekawe jak.. no nieważne zaraz kolejne pranie'.

Nic w tym filmie nie spełniło moich oczekiwań.. A nie były one za wysokie - chciałem się tylko dobrze bawić.
0/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz